Poświąteczne treningi

No to posiedziane, pojedzone, pobyczone…. Święta, święta i po świętach! A że jestem z tych normalnych, więc w święta wchłonęłam makowce, serniki, babki, nie pogardziłam nawet pieczeniami i białą kiełbasą (choć tu akurat cienką i tylko jedną).

Nie chcę wiedzieć ile w ten weekend udało mi się przytyć, bo przecież „resztki” poświąteczne jeszcze są. Dlatego plan był prosty – zważyłam się w czwartek i zważę po raz kolejny w kolejny czwartek, kilka dni po świętach. W tym czasie planuję co najmniej dwa solidne treningi – jeden biegowy i minimum dwie godzinki zumbowego szaleństwa.

Bieg pewnie będzie długi i spokojny, nie będę mojego biednego żołądka narażać na interwały 🙂 Tyle się bowiem mówi o dietach, o odchudzaniu, o wyrzeczeniach… Bez przesady! Święta są raz w roku, no może dwa! Nie wyobrażam sobie, że zamiast żurku mam pić młody jęczmień i zagryzać go rabarbarem. Nie dajmy się zwariować, wszystko jest dla ludzi. Naprawdę te kilkaset gram jedzenia więcej spalimy szybciutko i nie będzie po nim żadnego śladu, wystarczy się trochę poruszać, co właśnie mam zamiar wdrożyć.

Oczywiście święta świętami, ale wracam powoli do rzeczywistości. Ciasta nadal będą od święta, a warzywa częściej niż mazurki. Podobnie jak biała kiełbasa, która smakuje jak czeka się na nią do kolejnych świąt – wtedy jest najlepsza i wcale nie trzeba myśleć o tym, że jakiś trening poszedł na marne. Nie poszedł. Zatem: kto jeszcze ma, temu smacznego, a kto już zjadł: udanych treningów!

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *