Bieganie przed śniadaniem

Najpierw poczytałam, potem porozmawiałam ze znajomymi i postanowiłam sana spróbować. Jak to jest z tym porannym bieganiem przed śniadaniem? Przeczytajcie, a potem przetestujcie na sobie!

 

Ile osób, tyle opinii. Jedni odradzali, mówiąc że „spalę sobie mięśnie” (jakie mięśnie? 😉 ), inni twierdzili że dzięki porannemu bieganiu zyskam wielką witalność na cały dzień. Podpowiadali też, że można zjeść dużą i obfitą kolację, żeby było paliwo na bieganie.

 

Postanowiłam więc, że sama się dowiem jak to jest i po prostu zrobię z siebie królika doświadczalnego. Wybrałam taki dzień, żeby można było pobiegać o 7 rano, a nie zrywać się razem z „kurami”, które podobno o świcie się zrywają. Tego niestety nie wiem, bo mi się to rzadko zdarza 🙂

Początek nie był zły. Całkiem szybko minęłam ulicę i wbiegłam do pustego jak zawsze lasku. Na szczęście biegam drogami gruntowymi, więc nie było rosy, co mogłoby być nieprzyjemne. Poza tym widoczki super, ptaki świergolą, żyć nie umierać. Po dwóch kilometrach jakoś jednak opadłam z sił i nawet łyk wody nie pomógł. Nie czułam się najlepiej i już wtedy wiedziałam, że bieganie z pustym żołądkiem to jednak nie dla mnie.

 

Szybko wróciłam do domu najkrótszą trasą i pierwsze co zrobiłam po prysznicu, to… JAJECZNICA! Od teraz wiem, że bieganie przed śniadaniem jest może i dobre, ale dla mnie zdecydowanie tylko na krótkich dystansach. A za krótki dystans uważam maksymalnie 3 km. Pozostanę więc przy wieczornych przebieżkach, które podobają mi się zdecydowanie bardziej i na pewno są przyjemniejsze.

 

 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *